Każdy wyjazd na Madagaskar to nowe wyzwanie. Oczekiwania uczestników są różnorodne, dlatego każda wyprawa jest nieco inna. Jednakowy pozostaje tylko cel: zafascynować Cię tym egzotycznym miejscem, pokazać możliwie jak najwięcej z różnorodności Czerwonej Wyspy.

Tradycyjne biura podróży nie proponują takich wyjazdów na wyspę, które wykraczałyby poza kilka głównych atrakcji. Madagaskar to niezwykle biedny i kompletnie odizolowany od świata kraj. Zorganizowanie atrakcyjnego programu wymaga skomplikowanej logistyki i długich przygotowań. To zajęcie dla pasjonata doskonale znającego realia kraju. Przygotowanie każdej wyprawy wymaga czasu, cierpliwości, kontaktowania się z wieloma ludźmi na wyspie, co samo w sobie jest wielkim wyzwaniem. Tylko w interiorze znajdzie się asfaltowe drogi, tylko w miastach jest zasięg sieci komórkowej, internet jest jeszcze w powijakach.

Dzięki doświadczeniu i rozległym kontaktom realizuję na Madagaskarze coraz bardziej ambitne plany. Nieodzowna jest w podróżowaniu znajomość języka malgaskiego, którym posługuję się w mowie i piśmie. Bez miejscowego języka nie sposób swobodnie poruszać się po kraju. Francuski, drugi język urzędowy, zna 2% populacji, władanie jakimkolwiek innym językiem jest u miejscowych rzadkością. Znajomość malgaskiego, znajomość obyczajów, kultury, mentalności poszczególnych plemion daje mi i grupie możliwość dogłębnego poznania kraju.

Język malgaski i moje doświadczenie zapewniają nam także bezpieczeństwo, mi osobiście pozwalają mieć cały czas rękę na pulsie – jestem jedynym Polakiem nie-misjonarzem znającym miejscowy język. Na Madagaskarze otwiera to moim Gościom każde drzwi. Żaden z organizowanych przeze mnie wyjazdów nie jest powierzchowny. Bez względu na to, czy jedziemy na tereny, w które nie docierają biali, czy też korzystamy z nielicznych hoteli porównywalnych z europejskimi, grupa poczuje magię Czerwonej Wyspy!

Na Madagaskarze bywam kilka razy w roku. Aktualnie mam wiedzę i doświadczenie, które pozwalają podjąć się zorganizowania każdego rozsądnego przedsięwzięcia w tym fascynującym kraju. Płynnie poruszam się wśród osiemnastu żyjących tu plemion posługujących się dialektami malgaskiego. Wspomnę choćby, że w roku 2012 miałem przyjemność gościć grupę z Polski na uroczystościach famadihana, czyli najważniejszym miejscowym święcie rodzinnym. Jest to potężna uroczystość powtórnego i ostatecznego pochówku ważnego członka rodziny w pięć do siedmiu lat po śmierci. Uroczystość miejscami intymna, miejscami huczna, na pewno niezapomniana, gdy jest się na niej gościem, a nie obserwatorem.

Gdy organizuję wyprawy do Ameryki Łacińskiej czy do Kenii, stosuję te same założenia. Program musi być unikalny, wszechstronny, musi zawierać również te mniej znane atrakcje, które autobusy pełne turystów mijają często na grubość włosa.

opinie
o mnie
ostatnia wyprawa