Zasadniczo Malgasz podróżuje wtedy, kiedy musi. Coś jak u nas w średniowieczu. Koszty podróżowania kolosalne, kto wie, co mus się po drodze przytrafi, a efekt podróży zawsze niepewny. Na Madagaskarze aut jest niewiele, dróg niewiele, paliwo koło trzech tysięcy za litr… mówiąc prosto, pracownik fizyczny nie zarobi w dzień na litr benzyny. Łatwo się domyślić, że Malgasze po dziś dzień podróżują najczęściej na własnych nogach. Malgasz wyposażony w ryż i garnek do jego gotowania potrafi się przemieszczać niezwykle sprawnie! Oficjalnym dokumentem jest w podróży „pasporta”, czyli to, co widać poniżej. Wbrew pozorom jest to jak najbardziej oficjalny dokument.

Większe odległości można na wyspie pokonać taxi brousse, czyli busikami, które ruszają w trasę, gdy wszystkie miejsca są zapełnione, a na dachu jest wystarczająca ilość drobiu. Rzadko kiedy zdarza się na wyspie, aby podróż nie dostarczała wrażeń. Ten kraj jest na tyle nieprzewidywalny, że żaden samochód osobowy czy terenowy nie rusza w trasę rzędu stu kilometrów z samym kierowcą.

Pomocnik kierowcy zasługuje na miano „kołkowego”, bo jego naczelnym zadaniem jest w tym górzystym kraju podkładanie pod koło kołka. Kołkowy  w czasie krótkich postojów samochodu naprawia drogę, most lub też sam pojazd. Gdy sytuacja jest bez wyjścia, kołkowy rusza dalej na pieszo i ma za zadanie wrócić z gotowym rozwiązaniem, czyli najczęściej wioską wyposażoną w łopaty. Jak łatwo się domyślić, Madagaskar jest jednym z tych krajów, gdzie nie ma możliwości wypożyczenia samochodu bez kierowcy. Za wynajem płaci się w zależności od tego, gdzie się chce pojechać. Kołkowy jest gratis.

Malgasz waży

 
 

wyjazd na miarę