Madagaskar mapa – interesujące mapy wyspy.

Podróżować bez mapy nie sposób. Tu i ówdzie da się z GPS-em, na Madagaskarze nie, popularny Garmin nie ma mapy wyspy w ofercie. W ostatnich latach zebrałem dużą kolekcję Madagaskar mapa. Poniżej te mapy, które są bardzo dobrze wykonane a przy tym dokładne. Zamiast szukać po omacku w internecie, przydatne mapy Madagaskaru znajdziesz w jednym miejscu.

Jak korzystać z map poniżej?

Klikamy na mapę i czekamy chwilę, aż mapa się załaduje, po czym dowolnie przybliżamy i nawigujemy w lewo, prawo, w górę, w dół. Jak powiększyć mapę? Na przykład rozciągając obraz na ekranie – rozsuwając palce na touch-pad’zie komputera.

Na początek Madagaskar mapa: fizyczna mapa kraju. Skala 1:2.000.000. Relatywnie dokładna, dobrze widoczne ukształtowanie tereny i wysokości, polecam jako mapę przeglądową.

Poniżej: mapa drogowa w skali 1:1.800.000. Bezwzględnie najdokładniejsza mapa drogowa wyspy. Uwaga! Charakter sieci drogowej Madagaskaru nie jest możliwy do zrozumienia z perspektywy Europejczyka! Sieć dróg kołowych jest rzadka. Bywa, że drogi istnieją na mapie, ale nigdy nie zostały zbudowane (na przykład Mananjary – Mahanoro)! Planując przejazd Malgasze dowiadują się najpierw, jak wygląda stan dróg i mostów na trasie!

Co do poniższej mapy można przyjąć, że:

podwójne czerwone nitki – asfalt jest, lub był

podwójne żółte nitki – takie drogi są najczęściej przejezdne dla wprawnego kierowcy jeepa. Możliwe karkołomne mosty

podwójne białe nitki – na pewno przejedzie rower. Możliwe, że przejedzie motocykl. Na pewno nie przejedzie auto osobowe

pojedyncza nitka – ważne ścieżki dla pieszych, niekiedy do pokonania motocyklem

Łączna długość autostrad wynosi na Madagaskarze 0,00 kilometrów. Drogi gruntowe w porze deszczowej są często nieprzejezdne.

Madagaskar mapa – nieco historii.

Mapa wyspy z roku 1747, autor: Jacques Nicolas Bellin. Mapa jest częścią atlasu świata, opisana po francusku i niderlandzku.

Madagaskar mapa – Afryka wraz z Madagaskarem według stanu wiedzy z roku 1647. Wydano we Florencji.

Najdokładniejsze mapy Madagaskaru zostały wykonane przez tych, którzy niespecjalnie byli na wyspie obecni, czyli przez Rosjan.

Szpiegowskie mapy wyspy były aktualizowane do 1985 roku, ich skala to 1:200.000. Poziom dokładności, profesjonalizm wykonania może wprawić w osłupienie. Nie zdarzają się błędy w nazewnictwie miejscowości. Z tych map korzystam, gdy prywatnie zapuszczam się na przykład w dżunglę.

Mapy te zdobyłem na Madagaskarze dzięki temu, że całkiem sporo Malgaszy studiowało swego czasu na uczelniach w ZSRR. Jeden z takich studentów po Akademii Wojskowej we Frunze pozwolił mi nabyć cały „Madagaskar oczami Rosjan” drogą kupna.)

Poniżej: północny kraniec wyspy.

Madagaskar mapa. Dla porównania z mapami rosyjskimi: poniżej mapa francuska.

Skala 1:100.000, poziom kartografii w porównaniu z kartografią Związku Radzieckiego co najmniej ubogi. Dużo nieścisłości, dużo białych plam. Ostatnie aktualizacje były wykonywane już przez Malgaszy, po odzyskaniu niepodległości, czyli w latach 70-tych. Aktualizacje nie są w stanie mapom francuskim w żaden sposób pomóc…

Fragment przedstawia Antongil, dużą zatokę na wschodzie Madagaskaru wraz z miastem Maroantsetra.

Madagaskar mapa. Oprócz dwóch wspomnianych na początku mapach można na Madagaskarze kupić tzw „Madagaskar w ośmiu kawałkach”.  Mapy w skali 1:500.000, godne polecenia, jeżeli chcemy przyjrzeć się wybranemu fragmentowi wyspy.

Nasunęły Ci się pytania odnośnie map, podróżowania po wyspie, albo też czegoś innego? Pytaj, a co! Poniżej link do kontaktu.

kontakt

Wycieczka na Madagaskar sto lat później. Zdjęcia prezentowane obok poruszających wyobraźnię fotografii Arkadego Fiedlera. Nie powstały one z zamysłem kopiowania, porównywania czy czegoś podobnego. Zwyczajnie…

pewnego razu zauważyłem podobieństwo w klimacie między jednym z kadrów z 1936 roku, a innym z 2013 roku. Efektem tego poniższa wycieczka na Madagaskar.

Potrzebowałem odpowiedniego nastroju, żeby więcej ujęć połączyć w to, co można nazwać: wycieczka na Madagaskar. Nie chodziło mi o to, żeby wszystkie zdjęcia były możliwie identycznymi kadrami, choć zdarzyły się i takie, niezwykle podobne. Bardziej interesował mnie klimat, nastrój… to coś, co unosi się na Madagaskarze w powietrzu. Spokój, mistycyzm, przodkowie, duchy, naturalność…

madagaskar_muzyka_fiedler_ziemba

Pasjonującym zajęciem było dla mnie oglądanie kompletu fotografii Fiedlera udostępnionych mi przez jego Synów Marka i Arkadego Radosława. Oglądałem i zastanawiałem się nad milionem pytań:

– jest? nie ma? a może jeszcze takie coś jest?

– widziałem?

– takie coś na pewno jest… ale gdzie to znaleźć?

– o, w takim czymś brałem udział. Będzie okazja, to się za to wezmę i sfotografuję.

– tu się nic się nie zmieniło! Jakby to było wczoraj!

madagaskar_fiedler_ziemba

Na podstawie tych fotografii… jaką kolejność „ulubionych” miał Fiedler? Co by chętnie wrzucał na faceboka? Myślę, że ludzi, potem zwierzęta. Mało architektury, jak już, to jako tło dla dnia codziennego. Krajobrazu tyle, co nic. Jak dla mnie sama przyjemność, w większości zgadza się to też z moimi upodobaniami. Widoczki bez dodatku są nudne jak flaki z lemura. Zgodzę się z Fiedlerem, że w fotografii to ludzie są najbardziej interesujący. Zwierzęta, krajobraz, to musi grać. Ale prawdziwy klimat robią ludzie. Żeby dobrze sfotografować Malgasza, Fiedler musiał być osobą kontaktową. Widać to zresztą u niego w książkach, facet był do ludzi. Gość, z którym chętnie zrobiłoby się butelkę whisky i podyskutowało. Już ja wiem, o czym.

madagaskar_makijaz_fiedler_ziemba

madagaskar_targ_fiedler_ziemba

Te fotografie, ta wycieczka na Madagaskar, mogą skłaniać do tego, żeby potwierdzić powszechne mniemanie, że ziemia jest już obmierzona. Wszystko już zmielone, opisane.

Zdjęcia Fiedlera urzekają, bo są z innej epoki, tej co podobno już odeszła. Teraz już tego nie ma. E tam nie ma, pewnie że jest. A szczególnie na Madagaskarze, który nie ma aktualnie żadnego znaczenia strategicznego, nie stanowi dla świata i sąsiadów zza wody jakiegokolwiek zagrożenia. Powoduje to to, że w Madagaskar nie pompuje się pieniędzy jak w sąsiednią Afrykę. Przez to kraj ten pozostaje jednym z ostatnich żywych, autentycznych skansenów na Ziemi.

madagaskar_tradycje_fiedler_ziemba

O tym, że tak jest, świadczą rozmowy w Antananarivo, w których niejednokrotnie uczestniczyłem. Biała i malgaska śmietanka intelektualna stolicy doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Madagaskar nie jest tak bogaty jak Afryka (sic!) i nie ma tak dobrze rozwiniętej infrastruktury (sic!). Świat pakował i będzie pakował pieniądze w Afrykę. W Afryce, gdy w jednym miejscu zaczynają się maczetować, to nie wiadomo, w którym skończą. Na Madagaskarze lud jest pacyfistyczny, musi dawać sobie radę w pojedynkę.

madagaskar_wioski_fiedler_ziemba

Czy świat jest już zmielony na papkę? Nie. Za czasów Fiedlera też większość mówiła, że nie ma już co odkrywać. W rzeczywistości zawsze pozostaną na Ziemi miejsca, które będą fascynować. Dowodem tego… ta krótka wycieczka na Madagaskar.

madagaskar_kameleon_fiedler_ziemba

Malgaszom życzę jak najlepiej. Oby jednak jak najdłużej Madagaskar pozostał taki jak jest. Niezglobalizowany, naturalny. Owszem, każdy chce postępu, miejscowi też. Należy im ten „dostęp do postępu” ułatwiać. Tyle, że jest postęp dobry i jest postęp zły. Afryka jest nieskończonym źródłem przykładów dla jednego i drugiego. A jak będzie z Madagaskarem?

Dziękuję synom Arkadego Fiedlera prowadzącym Muzeum i Pracownię Literacką Pisarza w Puszczykowie za udostępnienie fotografii.

 

baobaby

 

pieprz, wanilia
wyprawa IX 2016

Arek Ziemba i Zbigniew Sas zbadali na Madagaskarze kompletny bieg rzeki Antanambalana, od źródeł aż do ujścia. Nie udało się to ani ekspedycji Anglika L. H. Ransome z 1889 roku, ani nikomu później. Arek i Zbigniew poruszali się pieszo wodami górskiego strumienia, karczując dżunglę wzdłuż rzeki i stosując zjazdy na linie. Na spokojnym, środkowym odcinku rzeki, płynęli tradycyjną malgaską dłubanką. Podczas rejsu towarzyszył im drób i kameleon. Cokolwiek niecodzienna wycieczka na Madagaskar z kurami i gadami w jednej łajbie.

Źródła rzeki i przełom składający się z kilku potężnych wodospadów, znajdują się na terenach porośniętych niedostępną, dziewiczą dżunglą. Do tego górzystą. Obie dżungle rozdziela płaska wyżyna. W jednym i w drugim przypadku dżungla jest całkowicie niezamieszkała, nienaruszona ręką człowieka, pełna fascynujących okazów flory i fauny. W takim miejscu nikt nie liczy na spotkanie ludzi. Gdy zdarzy się w takiej okolicy natrafić na towarzystwo, to zawsze są to chwile wielkiej ekscytacji. Arek i Zbigniew w pierwszej dżungli, w rejonie źródeł rzeki, spotkali ukrywającą się bandę złodziei bydła.

Nasza wycieczka na Madagaskar i biwak z bandą.

Brnęliśmy już tydzień przez dżunglę nie spotykając na swej drodze żadnego człowieka. Wyszliśmy z koryta rzeki, szliśmy wąskim brzegiem, w tym miejscu porośniętym trawą. Była godzina 16:30, to czas na zakładanie obozowiska, bo o 18:00 jest już w dżungli ciemno. Zobaczyliśmy przed sobą dwóch mężczyzn. O! Ludzie! Z radością i wielką ciekawością ruszyliśmy szybszym krokiem w ich stronę. Na wysokości obcego obozu wody rzeki były spienione i głośne. Mężczyźni dostrzegli nas dopiero, gdy staliśmy obok nich. Nie spodziewali się intruzów, zmrozili nas wzrokiem.

Dahalo, bo tak nazywają tu znienawidzonych złodziei miejscowego bydła, było czterech. Szef, na oko 35 lat, czyli „stary”, do tego trzech narwanych „młodych” po 20-23 lata. Razem z nimi vataha dziewięciu psów. Zbudowali wystawne szałasy, wędzarnię, na której na zmianę wędzili potężne ilości mięsa, nawet system ognisk, które ogrzewały wnętrza szałasów w czasie zimnych nocy na wysokości około 1600 m n p m. Zdecydowaliśmy się zostać z nimi na noc. Wkrótce miał zapaść mrok, złodzieje mogli przestraszyć się, że wydamy ich kolejnej wiosce. Mogli pójść za nami i pozbyć się obaw. Nikt by nas tutaj nie szukał, a tym bardziej nie znalazł.

Nie jest żadnym wyczynem dać się zabić, każdy kto podróżuje jest odpowiedzialny za to, co robi. Chyba, że uderzy w niego meteoryt. Po krótkim zastanowieniu przyjęliśmy gościnę. Najważniejsze, co musieliśmy teraz zrobić? Tego było wiele. Robić wrażenie pewnych siebie, ale jednocześnie nie przestraszyć bandytów, możliwie rozluźnić atmosferę, uważać na każde wypowiadane słowo i na każdy gest. Ostrożności nigdy za wiele.

Jeszcze za dnia porozmawiałem po malgasku przez telefon satelitarny z „wyimaginowanym przyjacielem”. Poinformowałem go, że jesteśmy już tylko kilka dni drogi od wioski Ankiakabe, a dokładnie „tutaj”. Wszystko jest w porządku, biwakujemy z przyjaciółmi. Przed wspólną kolacją złożoną z ryżu i mnóstwa doskonałej wołowiny zmówiliśmy uroczystą modlitwę. Dlaczego? Na Madagaskarze relatywnie często spotykam się z tym, że lokalni liderzy w wioskach, osoby o dużym autorytecie, modlą się przed posiłkiem. Do snu ułożyliśmy się wspólnie z bandziorami, by nie mogli ze sobą w nocy otwarcie rozmawiać. Wcześniej jedni drugich przetestowali niewygodnymi pytaniami, Zbyszek wyciągnął zdjęcia rodziny i zdjęcia z poprzednich wyjazdów na Madagaskar. W końcu to jego drugi pobyt na wyspie, a dla mnie nie wiem już która wycieczka na Madagaskar.

Tym, co nastrajało nas optymistycznie, były poważne, zakażone rany na stopach szefa bandy. Zapytał mnie o lekarstwa. No dobrze szefie, no to zrobimy deal, pomyślałem. Powiedziałem mu, że teraz, wieczorem lekarstwo nie zadziała. Rana jest zabrudzona. Szkoda lekarstw, szkoda zachodu.

  • Manana savony ianao? [Czy masz mydło?]

  • Ja, misy savony. [Tak, jest tu mydło.]

  • Ianao tokony sasana tsara ny toerana marary daholo. [Musisz dokładnie umyć każde z chorych miejsc.]

Dopiero rano, gdy rany „odpoczną” można je opatrywać i założyć lekarstwo. Podkreśliłem, patrząc mu w oczy: mam bardzo silne leki, na pewno cię wyleczę. Ale rano. Zostawię ci też bardzo mocne leki i poinstruuję, jak je nakładać na ranę.

Noc upłynęła spokojnie. Przez pierwsze godziny nie spaliśmy, ale dyskretnie obserwowaliśmy towarzyszy. Nic się nie działo, więc zasnęliśmy, a rano rozłożyliśmy ze Zbyszkiem szpital polowy. Umowa to umowa, trzeba było starego wyleczyć. Zasiadłem na plandece, która służyła nam czasami za ochronę przed deszczem i nie szczędziłem choremu niczego z naszych cennych zapasów. W ruch poszły rękawiczki chirurgiczne, woda utleniona, gaziki, antybiotyk w maści. Szef bandy był pod wrażeniem lekarzy bez granic z bożej łaski. Nie obijałem się, czyściłem głęboko, a starem oczywiście nie drgnęła przy tym nawet powieka. Jak mówią lekarze: musi boleć! Jak nie boli, to znaczy, że pacjent nie żyje!

Po kawie i śniadaniu ruszyliśmy w dół rzeki. Wycieczka na Madagaskar trwa dalej.  Nikt z bandy nie chciał iść z nami w stronę wiosek. Powiedzieli, żebyśmy szli sami. Ludzie i wioski są tuż, tuż i zaraz sami tam trafimy. Zresztą oni muszą zająć się swoim niby-stadem bydła, pasącym się gdzieś nieopodal. A mięso, które jedliśmy? Jeden z byków złamał nogę. Musieliśmy go zabić, powiedzieli. Sympatycznie, wszyscy się uśmiechają i udają Greka.

Do pierwszej osady doszliśmy po dwóch dniach marszu. Opowieść o bandzie, którą miejscowi jednoznacznie określili jako bandę dahalo, była od tej pory absolutnym szlagierem w czasie spotkań z Malgaszami. Nieliczni, którym pokazywaliśmy zdjęcia na aparacie, wykrzykiwali: uuuuuuu da-ha-lo! DA-HA-LO!

lemury

Bydło hodowane na Madagaskarze jest odmienne od naszego. Miejscowe potężne okazy zebu są znacznie dziksze od naszych krów i byków, bez porównania silniejsze oraz uzbrojone w ogromne rogi. Wielkość rogów jest różna u każdej z pięciu miejscowych odmian bydła. Dzięki silnym stawom byki mogą pokonywać w górach pokaźne stromizny. 

Byki odgrywają ważną rolę w uprawie ryżu, bo gonione przez pola ubijają ziemię zalaną wodą na jednolite błoto, w którym można posadzić ryż. Jest to również niezwykle silne zwierzę pociągowe. Tradycyjne wozy nazywa się tu sarety. Populacja bydła uzależniona jest od ilości pastwisk na danym terenie. Liczne stado jest niewątpliwym symbolem bogactwa, bo w zależności od miejsca, pokaźny byk kosztuje tu do koło miliona ariary, czyli około 1.500 złotych. Mimo obfitości bydła mleko jest na Madagaskarze towarem deficytowym, uprawia się wyłącznie rasy mięsne.

Tradycyjna ofiara z byka jest głęboko zakorzeniona w malgaskich wierzeniach. Szczególnie wszelkie obrzędy ku czci duchów zmarłych wymagają ofiary z byka. Wśród Malgaszy postrachem są dahalo, czyli „złodzieje bydła”. Pojmany złodziej może mówić o dużym szczęściu, jeżeli miejscowi szybko odstawią go do najbliższej żandarmerii. Poniżej zdjęcia ze spotkania z dahalo ukrywającymi się w niedostępnej dżungli Ala’n Antanambalana.

wyjazd VIII 2016
o pogodzie
moda męska

Tym, co w Madagaskarze jest nadal bardzo pociągające, jest nie tylko unikalna flora i fauna, łagodni mieszkańcy, krajobrazy, ale też fakt, że to kraj, który dzielnie opiera się globalizacji. Nawet najbardziej rasowi podróżnicy twierdzą, że jest to kraj wybitnie odizolowany od reszty świata, żyjący własnym życiem, przez to unikalny.

Nie jest to kraj „Cepelii” tworzonej na potrzeby przybyszów z Europy. Zresztą Malgasze są zbyt mało przedsiębiorczy, żeby się ową Cepelią zajmować. To, co wyrabiają podczas żmudnej pracy, rzeczywiście służy im na co dzień. Samemu buduje się tutaj dom, samemu trzeba wykonać podstawowe narzędzia, no i oczywiście pleść. Malgasze dużo plotą. Wykorzystują do tego rafię, czyli liście odpowiedniej palmy. Liście rafii dzierżą rekord długości, dorastają do 25 metrów!

Niezależnie od innych kultur opanowano tu już przed wiekami technikę produkcji papieru. Kora drzewa avoha jest kilka godzin gotowana, po czym powstała masa jest formowana w kulę, obijana tłuczkiem i nanoszona równomiernie na mokre płótno. Zdobione arkusze służyły tradycyjnie do prowadzenia zapisków ombiasa, czyli miejscowych czarowników. Na wyspie wytwarza się też jedwab, żyje tu gatunek dzikich jedwabników. Skomplikowany proces produkcji tkaniny rozpoczyna się trzydniowym gotowaniem zgniecionych kokonów na małym ogniu.

w podróży
Malgasz waży

Malgasze chodzą w tym, co mają. Naród to skromny, więc wielu ludzi zamieszkujących wyspę ma często ubrań tyle, co nic. W zestawieniu z dochodami odzież jest bardzo droga. Obowiązkowym dodatkiem do ubioru dla Pana jest tkany z włókien rafii kapelusz. Uwaga! Wiele plemion nosi do dzisiaj swoje charakterystyczne kapelusze. Po kapeluszu można np. rozpoznać, kto jest z plemienia Betsimisaraka, kto z plemienia Betsileo, a kto z plemienia Antambahoaka.

Przed erą ubrań z Chin noszono tu powszechnie akanjo, czyli ubrania, podobnie jak kapelusze, tkane z rafii. Na zdjęciu poniżej Malgasz ubrany w plecioną marynarkę czeka na odjazd pociągu. Obok Arek Ziemba podczas sesji na południu wyspy: tradycyjny kapelusz Betsileo, na dole lamba, czyli też tradycyjny pas tkaniny, na górze akanjo, czyli koszula-plecionka. Pleciony koszyk jest obowiązkowym atrybutem zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Jeśli Malgasz niesie choćby jedną rzecz, potrzebuje koszyka.

Arek Ziemba ze stadem byków niech będzie satyrą na zapędy przedwojennych oszołomów z populistycznej Ligi Morskiej i Kolonialnej, którzy rozważali, czy aby nie zrobić z Madagaskaru polskiej kolonii. Jak wiadomo, Polska nie była w tamtych latach ani potęgą morską, ani bogatym krajem, mogącym kolonie zwyczajnie kupować. Jedynym, który na „genialnym” pomyśle kolonii zyskał, był Arkady Fiedler. Dzięki zapędom Ligi znalazł się w odpowiedniej komisji. Popłynął na Madagaskar i zajął się tam swoimi sprawami, czyli m. in. poznawaniem kraju, pisaniem reportaży i po 1,5 roku powrócił na ojczyste ziemie z odpowiednim raportem.

ryż egzotycznie
o Ziembie

Lemur, przesympatyczne małpiatka została rozsławiona przez serię kreskówek. Lemur katta z zadziorną miną i długim, pasiastym ogonem, stał się już rozpoznawalną osobistością; często występuje w reklamach. Katta to jeden z niewielu gatunków lemurów przebywających chętnie na ziemi. Większość lemurów czuje się pewnie tylko w koronach drzew. Zwinność tych zwierząt jest oszałamiająca, potrafią oddawać wielometrowe skoki z jednej gałęzi na drugą.

W roku 2012 dokonano interesującego odkrycia dotyczącego zwyczajów lemura aye-aye (Daubentonia madagascariensis). Jest to nocny gatunek, uznawany często za najbrzydsze zwierzę na świecie. Aye-aye je, co popadnie: owoce, grzyby, owady, larwy. Żeby wydłubywać spod kory pokarm, gatunek ten wykształcił odpowiedni palec. Środkowy paluch przednich łap jest przesadnie długi, cienki i bardzo giętki. Odkryto właśnie, że gdy tylko aye-aye rusza na łowy, temperatura palca wzrasta o około 6 stopni (za Gillian Moritz, „International Journal of Primatology”). Temperatura w tym jednym palcu wzrasta, gdyż jego dobre ukrwienie czyni go bardziej czułym narzędziem poszukiwań. Po polowaniu zwierzę obniża ponownie jego temperaturę, aby niepotrzebnie nie tracić energii. Nie dowiedziono, jaki jest dokładny mechanizm regulacji. Naukowcy przypuszczają, że paluch w spoczynku jest zawsze zagięty, co prowadzi do zamknięcia arterii doprowadzających krew. Można to porównać do zamknięcia węża ogrodowego przez jego zagięcie. Wahania temperatur odkryto na podstawie zdjęć termicznych.

aktualności
projekty

Pomimo, że Madagaskar leży blisko Afryki, to mieszkańcy kraju pochodzą z Malajów. Przypłynęli na wyspę około 1000 lat temu. Widać to po twarzach kilku plemion czy też w języku malgaskim. Nazwy liczebników są tu bardzo podobne do nazw indonezyjskich. Przybysze przywieźli ze sobą również zamiłowanie do ryżu. W górach na południe od stolicy mistrzami w budowie tarasów i w uprawie jest plemię Betsileo. Doskonale opanowali oni również irygację.  Czynnością wykonywaną na polu przez mężczyzn jest „gonienie byków”. Na zalaną wodą ziemię wypuszcza się jak najsilniejsze stado. Młodzi Malgasze po dodaniu sobie animuszu bimbrem muszą siebie i byki wprowadzić w trans. Kilka godzin pędzą wspólnie w kółko po polu. Tak długo, aby powstała jednolita, błotna masa.

Flance hodowane są najczęściej na jednym z pól. Sadzeniem ryżu zajmują się wyłącznie kobiety. Nigdy nie robią tego mężczyźni, bo posadzony przez nich ryż dałby słabe plony. Według miejscowych wierzeń pole rodzi tak, jak rodzi kobieta. Podczas wzrostu ryż musi być plewiony, najczęściej ręcznie, rzadko wykorzystuje się do tego prymitywne narzędzia. Cała uprawa prowadzona jest zresztą tak, jak przed wiekami. Ukształtowanie terenu, brak maszyn i części zamiennych, bardzo drogie paliwo i tania siła robocza nie sprzyjają postępowi. Litr benzyny kosztuje na Madagaskarze znacznie więcej niż dzień pracy najemnego robotnika.

Liczba plonów zależy wyłącznie od ilości wody. Na poszczególnych terenach zbiory odbywają się od jednego do trzech razy w roku. Ryż jest składnikiem każdego posiłku, jest tu odpowiednikiem chleba i kartofli w jednym… w ogóle nie używa się w stosunku do ryżu słowa „jedzenie”. Ryż to ryż. Na wsi popularnym gatunkiem jest vary mena, czyli odmiana czerwona; bogata w witaminy, w smaku przypominająca nieco kaszę.

baobaby

 

pieprz, wanilia
wyprawa IX

Kobieta na Madagaskarze, jak każda kobieta, lubi ładnie wyglądać. Tradycyjnym strojem codziennym jest lamba, czyli pas wielobarwnej tkaniny. Siła lamba polega na tym, że owinięta w pasie jest spódnicą, owinięta wokół głowy jest czapką, owinięta wokół całej postaci jest sukienką… i można tak wyliczać bez końca. Pomimo że Malgaszkom w lamba jest do twarzy, to za elegantsze uchodzą droższe ubrania europejskie.

Dużo pracuje się tutaj nad fryzurami. W najmniejszym nawet sklepiku można kupić jednorazowe opakowania specjalnego tłuszczu do włosów. Malgaszki mają bardzo bujne włosy. Żeby nad nimi zapanować, zaplatają je w misterne wzory.

Charakterystycznym makijażem jest masondroany. Do jego tworzenia używa się m.in. określonych gatunków drzew. Drewno czy korzenie pocierane energicznie o mokry kamień pozwalają uzyskać różnokolorowe barwniki. Makijaż ten nie jest nakładany z powodu wyjątkowych okazji. Jest po prostu ozdobą twarzy. Panie twierdzą też, że w czasie upałów daje uczucie chłodu.

aktualności
trekking 2016
o bogactwie

Na Madagaskarze nie można wymagać od sprzedawcy, że kupi on wagę. Jak wszystko, co produkuje przemysł, także waga jest strasznie droga. Produkty sypkie trzeba jednak przy okazji sprzedaży jakoś rachować. Uwaga! Najbardziej rozpowszechnioną jednostką miary jest na Madagaskarze kapoka, czyli… puszka!

Kapoka to puszka po śmietance (ciekawostka: masa produktu 390 gram). Miara wagi jest nie do podrobienia. Na Madagaskarze jest jedna mleczarnia, jedna puszka po śmietance, każdy Malgasz od dziecka liczy w kapoka pochodzącej z mleczarni w Antsirabe. Nikt z miejscowych nie ma pojęcia, ile w gramach waży kapoka ryżu, ale wie, ile puszek można ugotować w jakim garnku. Garnki są również produkowane tylko w jednym mieście, każdy garnek ma wybitą na pokrywce średnicę. Puszka śmietanki kosztuje 3.300 ariary, pusta puszka (czyli waga) kosztuje na rynku 300 ariary (dane autora ze stycznia 2013 roku).

Jako jednostki miary używa się kapoka feno gasy, czyli „pełna po malgasku”. Pełna po malgasku, to puszka z najwyższym możliwym czubkiem. Kapoka feno vazaha oznacza: „puszka według miary białych”, czyli „ze ściętym czubkiem”.

o pogodzie
moda męska